gwiazdy noc księżyc
dla telefonu LG
Kod: B3233397NUV
Aby otrzymać kolorowe tapety - wyślij sms o treści B3233397NUV pod numer 7428
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:B3233397NUV na numer 7428
Cena SMSa wynosi 4 pln (4.88 pln z VAT).

Usługa kolorowe tapety dostępna na telefony LG: W7020, U900, U880, U8550, U8500, U8380, U8360, U8330, U8290, U8210, U8180, U8150, U8138, U8130, U8120, U8110, U8100, U310, U300, T5100, S5200, S5100, P7200, M6100, M4410, L5100, L342i, L3100, L1400, L1200, L1150, L1100, KU800, KU311, KU250, KP202, KG920, KG810, KG800, KG320, KG245, KG240, KG225, KG220, KG130, KG120, KG110, KE970, KE800, K8000, G8000, G7200, G7120, G7100, G7070, G7050, G7020, G7000, G5600, G5500, G5400, G5300, G5220, G5200, G1800, G1700, G1600, F7250, F3000, F2400, F2300, F2250, F2100, C3400, C3380, C3320, C3310, C3300, C3100, C2200, C2100, C2000, C1200, C1150, C1100, B2100, B2050, B2000,
Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl | Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP.
Wierszyk...
Pururawa i Urwasi Pururawa w godzinie, gdy słońce mgły krasi, Ujrzał nimfę wód przaśnych - Indiankę Urwasi. Wynurzyła dłoń z wody, a za dłonią - głowę, A niedługo - popierśną kibici połowę. Górowała rozbieżnej pierścieniami fali, Palcami z lekka pierśnych tykając korali. Pururawa podpatrzył, jak nieśmiertelniało Jej obciśle przywdziane powierzch ducha ciało. Pomiażdżyła mu serce miłości nagłota - Ją się skradać ku bogu ruchem snu i kota. Porwał ją w swe ramiona ku warg swych potrzebie. "Ciebież tulę w objęciu? Odpowiedz, że ciebie!" Bożym wrzaskiem przeczyła rąk jego przemocy, Wyrywała się z ramion aż do późnej nocy! Ale on ją pod leśnym uciszył pagórem, Wtłoczył żywcem do wora i przewiązał sznurem. Jak złodziej, pomykając jarami po jarach, Powrócił do dom z worem wrzeszczącym na barach. Wiedział, co przyniósł w worze - a i po co - wiedział! Stał u progu zdyszany - wór mu u nóg siedział. Świerszcz w chałupie skowronił, jaskólił i brzęczał, A on stał zadumany, a wór nagle klęczał. "Wróć mi wolę ruczajną, wróć stawne bezczasy! Więcej we mnie drga boga, niż dziewczęcej krasy". "Darmo pragniesz się z wora prośbą wyszeleścić! Chcę boga, com go schwytał, raz w życiu popieścić!" - "Cóż ci po tej pieszczocie, co rozkosz przekracza? Cóż ci po tej rozkoszy, co w otchłań się stacza?" "Niech się rozkosz odmieni aż nie do poznania, Już ja nigdy swojego nie wściągnę kochania!" I wyłonił ją z wora na żądz swych bezdroża: "Nie masz wokół nikogo, oprócz nas i łoża!" "Oddam ci wniebowzbitą mych piersi urodę, Warg mych odwilż różaną i ramion dogodę. Jeno ukryj w pieszczocie nagość swego ciała. Abym ludzkich upojeń ja - bóg - nie widziała!"- Po ciemku barwił łoże we kwiaty i liście, W ciemnym łożu do niego polgnęła biodrzyście. Kształt jej wgarniał w objęcia, płonął w jej upale, A ustami wyławiał dwu piersi korale. "Kiedyż ty mnie podpatrzysz, jako w ciebie dyszę?" "Nigdy cię nie podpatrzę! Dość, że dech twój słyszę!" "Czemuż nie chcesz oczyma wyjść szczęściu na drogę?" "Po cóż jeszcze mam widzieć to, co kochać mogę?" "Chciałbym w oczach twych odbić radość, co mózg mroczy!" "Bądźże mi niewidzialny, póki mam te oczy". I czuł, w sobie zamilkły, że bogini ciało, Wieczyściejąc ku niemu, chętnie namdlewało. I namdlewał z nim razem rozkoszy bezsiłą, Aż w namdlał w taki bezświat, że go już nie było. Nie było go na drogach, ni w ukryciu alej, Ani w nim, ni poza nim, ni bliżej, ni dalej! Wezbrany poza łoża miłosnego miedzą, Jeno poił się słodką o sobie niewiedzą. I tak uczył się nie być od nocy do świtu, Aż się zbudził przy gwiazdach - bywalec niebytu. I ujrzał, że bogini, rozkoszą opiła, W mrocznym łożu jaśnistym kształtem się ciemniła. "Ciemnij się w moją miłość, rozum mi odbieraj, Ale w moich objęciach nigdy nie umieraj!" "Jeno tyle umieram, ile miłość każe, A spłodzę tobie syna w mych bioder pożarze". I spłodziła mu syna na polu, w południe, Kiedy zboże ku słońcu złoci się bezludnie. "Bogom w oczy wsmucony jestem od spowicia, A weseli się we mnie życie spoza życia. Pójdźcie ze mną do lasu nie opodal gaju, Pragnę zbadać twarz ojców, odbitą w ruczaju. Jest tam skwar w macierzance i chłód w leśnym dzwońcu, Spróbujemy we troje zanieistnieć w słońcu". Poszli za nim do dziwnie ruczajnego lasu, Gdzie czas szumi wśród liści, a liście wśród czasu. Poszli w skwar macierzanki, rozpełzłej samotnie, I zabrnęli w chłód dzwońców - i już bezpowrotnie. Troje było ich w lesie: dwa i jedno ciało, Nikt nie wie, co się z nimi stało lub nie stało. --